BERLIN

Do Berlina wybrałam się nie tylko z zamiarem zwiedzania i odpoczywania jak na turystę przystało, ale także po to, by na te kilka chwil wcielić się w rolę przeciętnego mieszkańca, który nie je mięsa.

1079102_648322248520311_1328739025_o

Lista wege przystanków była długa, jednak udało mi się odwiedzić tylko kilka z poszukiwanych miejsc. Nie oznaczało to też, że chodziłam głodna – na wypadek burczenia w brzuchu i braku innej opcji, spokojnie można było zaspokoić głód kanapką z falafelem. Można było również wybrać się do sklepu ze zdrową żywnością, za kilka euro kupić sobie przeróżne smarowidła i przygotować na zwiedzanie własny prowiant.
Ale od początku…

1004479_10201818916692292_1392482691_n

 Dzień pierwszy

Dotarliśmy późno i brakowało sił na szukanie czegokolwiek, więc zadowoliliśmy się falafelem. Zakwaterowanie mieliśmy w dzielnicy Wedding, na której jest mnóstwo przeróżnych sklepów i budek z kebabami, wybraliśmy więc pierwszą lepszą, gdzie falafel był całkiem dobry, jednak wydawało nam się, że dodali do niego bułki tartej.

DSC_7472

Dzień drugi

Zaraz przy naszym hostelu mieścił się azjatycki sklep, w którym zaopatrzyłam się w kokosowe mleka, owoce liczi i worek garam masali. Za wszystko dałam jakieś 4 euro.

DSC_7482

W trakcie zwiedzania trafiliśmy na wietnamską wegetariańską restaurację CHAY VIET na Brunnenstraße 164 i zdecydowaliśmy się na spróbowanie ich specyfików. Całkiem spora przestrzeń z ogródkiem, przyjemnie, miła obsługa i bardzo dobre jedzenie. Porcje były jednak tak ogromne, że nie daliśmy rady wszystkiego wciągnąc.. Za danie główne zapłaciliśmy po 7 euro.

DSC_7590

Jedną z potraw było BUN XA OT, czyli makaron ryżowy z sałatami, wietnamskimi ziołami i grillowanym tofu z trawą cytrynową i chili.

DSC_7594

Druga potrawa to MIEN XAO, czyli smażony przezroczysty makaron równiez marynowanym tofu, grzybami i ziołami.

DSC_7595

64423_10201818920532388_1358864799_n

Dzień trzeci

Przez przypadek trafiliśmy na przyczepkę z arabskimi wyłącznie wegańskimi pysznościami. Nazywa się Falafel Dream i mieści się na Muellerstr.14a.

DSC_8034

DSC_7743

DSC_7741

 …i to był najpyszniejszy falafel, jaki jadłam w Berlinie i w ogóle. Najbardziej zachwycający był zestaw sosów do wyboru. Znajdował się tam m.in. pyszny sos z mango, czosnkowy, ostry, sezamowy. Oszczędnie z surówkami, jednak kotleciki nadrobiły.

DSC_7745

W ten dzień także wybraliśmy się również do pobliskiego Reala i pognaliśmy do półek pełnych wegetariańskich specyfików, mniej więcej każdy średnio za 3 euro.

DSC_7751

Będąc w mieście trafiliśmy także do sklepu Bio Company na Dircksenstraße 145 (w całym Berlinie są jeszcze dwa). Tam wzbogaciliśmy się o cebulowy smalec, śmietanki, napoje i zupę.

DSC_7900

Dzień czwarty

Wyruszyliśmy na wschód na zwiedzanie i zahaczyliśmy o VEGANZ (Warschauer Str. 33). Jest to restauracja połączona z wegańskim marketem. Może i restauracja to za dużo powiedziane, bo typowego obiadu tam raczej nie zjecie, ale na pewno zaspokoicie głód zdrowymi burgerami (ok. 4 euro), sałatkami, pastami, a pragnienie ugasicie przepysznymi robionymi na miejscu koktajlami. Veganz to obowiązkowy przystanek po zwiedzaniu East Side Gallery.

DSC_8002 DSC_8003 DSC_8004 DSC_8005 DSC_8006 DSC_8007

1004480_10201818925572514_468010907_n

Tak naprawdę żaden posiłek nie zawiódł nas w Berlinie. Nawet jeśli któryś kosztował kilka euro więcej, to zdecydowanie był wart swojej ceny. Berlińczycy mają tu raj na ziemi, mnóstwo miejsc, gdzie mogą dobrze i zdrowo zjeść.

555230_10201818915492262_1371412108_n

DSC_7703

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s